Niewielu świętych zrobiło tak niezwykłą karierę w zbiorowej wyobraźni jak św. Antoni. Jest obecny w kościołach, przydrożnych kapliczkach i ludzkiej codzienności. W chwilach bezradności przypominają sobie o nim nawet ci, którzy na co dzień rzadko się modlą. Paradoks polega na tym, że im silniejszy jest jego kult, tym słabiej znamy człowieka, który za nim stoi. Joanna Świątkiewicz w książce Święty od Orzecha. Historia Świętego Antoniego wyjaśnia, że zanim Antoni stał się patronem rzeczy zagubionych, był człowiekiem, który nie bał się wypowiadać niewygodnych poglądów. Franciszkanin, znakomity kaznodzieja, wybitny teolog, obrońca ubogich i przeciwnik społecznej niesprawiedliwości – taki obraz wyłania się z kart tej książki. Autorka pokazuje, że popularność świętego wzięła się nie z legend czy przypadkowych opowieści, lecz z życia, które już jemu współczesnym wydawało się niezwykłe. Cuda pozostają ważnym elementem jego kultu, ale nie przesłaniają człowieka, którego słowo przyciągało tłumy na długo przed tym, zanim zaczęto przypisywać mu pomoc w odnajdywaniu zagubionych przedmiotów.
Po lekturze Świętego od Orzecha trudno już wypowiedzieć słowa: „Święty Antoni, pomóż znaleźć...”, bez świadomości, że za tą krótką modlitwą stoi człowiek, który zostawił po sobie znacznie więcej niż obietnicę odnalezienia kluczy. I być może właśnie dlatego, 800 lat po swojej śmierci, pozostaje jednym z najbardziej lubianych świętych chrześcijaństwa. Bo potrafił pokazać ludziom, co naprawdę warto odnaleźć – Boga.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




