Wiemy, że w prawodawstwach wielu dawniej chrześcijańskich krajów wolno mordować nienarodzone dzieci, wolno mordować ludzi starych i chorych, wolno mordować genetyczne istoty, które są owocem eksperymentu na ludzkich płodach. Człowiek próbuje wejść na tron Boży, na miejsce Boga i decyduje co jest dobre, a co jest złe. Ta ideologia nie walczy z religią katolicką wprost, tylko zmienia zupełnie obraz Boży. Już nie istnieje pojęcia Boga w Trójcy Jedynego. Jeśli się uznaje Boga, to tylko jako jakąś nieokreśloną energię w świecie, która powołała świat do istnienia, ale w ten świat się nie wtrąca, i której nie zależy na człowieku. Bóg istnieje, ale nie ma nic wspólnego z człowiekiem, dlatego wolno robić wszystko - wolność od wszystkiego i wolność do wszystkiego, bez żadnych obowiązujących praw. Światopogląd współczesnego młodego człowieka to konsumpcja, to nieograniczona wolność, to zakupy, to seks i hedonizm, to mocne przeżycia – tylko to się liczy. Wielu młodych ludzi z naszych chrześcijańskich rodzin niestety temu ulega. Niektórzy zapomnieli o tym, że to Pan Bóg i Jego Kościół definiują co jest dobre, a co jest złe. Nauczono ich w imię nieograniczonej wolności, że oni mają prawo decydować w co wierzyć, a co odrzucić. Jak postępować, a jak nie postępować. Jest to tzw. „ale katolicyzm”. Bardzo często widzimy to w mediach - od przemądrzałych redaktorów, dziennikarzy, dziennikarek oraz polityków, którzy przyjmują taką postawę: „jestem katolikiem, ale nie podoba mi się nierozerwalność małżeństwa”, „jestem katolikiem, ale nie przyjmuję nauki Kościoła na temat aborcji, eutanazji, in-vitro”, „jestem katolikiem, jestem katoliczką, ale po swojemu będę te sprawy rozstrzygać”.
Nie ma żadnego ale - albo jesteś katolikiem albo nie. Ewangelia jest tylko propozycją - można ją przyjąć, lub na własną odpowiedzialność odrzucić.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




