Reklama

Biały Kruk 1

Język Biblii płynie jak strumień

2018-04-11 14:49

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 15/2018, str. IV

Janusz Gajdamowicz
Abp Marian Gołębiewski

Agnieszka Bugała: – Ekscelencjo, zawsze chciałam o to spytać: Pierwsza Biblia w życiu…przyszłego biblisty?

Abp Marian Gołębiewski: – Jeśli mnie pamięć nie zawodzi było to w szkole podstawowej. Kolega przyniósł – sądziłem, że dostał z Ameryki – takie małe książeczki, gdzie były poszczególne Ewangelie. Poprosiłem o jedną i dał mi, była to Ewangelia św. Jana. Przyszedłem do domu, otworzyłem i czytam: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało”. Na mój umysł dziecięcy to wywarło tak potężne wrażenie… Nie rozumiałem. Oczywiście, że nie. To był poziom nie dla mnie, nie rozumiałem tych wszystkich określeń, symboli, ale wrażenie niesamowite pozostało i wciągało…

– Co było dalej?

– Przeczytałem całą tę Ewangelię, potem następne. Ale druga fascynacja, która z tym się ściśle związała, już na studiach, to znajomość języków biblijnych. W seminarium mieliśmy język grecki – może nie za dużą porcję, ale dość dobrze. Hebrajskiego były początki, ale potem mogłem pogłębić na KUL-u i na studiach w Rzymie. Biblia mnie wołała. To jest doświadczenie niezwykłe, gdy odkrywa się sens Słowa Bożego, ale już poprzez filologię biblijną, przez oryginalne brzmienie słów. Nasz język może nie być adekwatnym wehikułem objawienia Bożego, dlatego czytanie Biblii w oryginale przybliża do pełni.

– Czy czytanie Biblii w oryginale to jest inne doświadczenie duchowe?

– Przy niektórych stwierdzeniach zdecydowanie tak. Są takie słowa, które w języku polskim brzmią dość powszechnie, jakby zbyt codziennie, a czytając w językach oryginalnych ujrzy się coś więcej, jakby głębszy pokład sensu. To jest przeżycie duchowe, nie tylko filologiczne. Ale zalecam ostrożność. Czasem biblista da się zwieść fascynacji językiem i skupiając się na koniugacjach i deklinacjach gubi głębszy pokład sensu. Przed tym trzeba się strzec. Benedykt XVI był mistrzem włączania słów zaczerpniętych z oryginalnego tekstu i wyprowadzania z nich wspaniałych katechez o Słowie.

– W jego refleksjach były właściwe proporcje: spojrzenia naukowca i duszpasterza.

– To jest sztuka, podpatrujmy go w tym.

– Księże Arcybiskupie, mija 15 lat od chwili, gdy jako przewodniczący Sekcji Biblijnej w Komisji Nauki Wiary w Konferencji Episkopatu Polski zlecił Ksiądz ks. prof. Henrykowi Witczykowi podjęcie prac mających na celu powołanie do istnienia Dzieła Biblijnego w Polsce. Skąd przyszedł Księdzu Biskupowi do głowy ten pomysł?

– W sensie nazewnictwa naśladowaliśmy doświadczenia niemieckie, bo Bibelwerk nasi sąsiedzi mają już od dawna. W czasie sympozjów biblijnych często wracała ta kwestia: u nas jeszcze Dzieło nie powstało, a przecież w ostatnich dziesięcioleciach mamy w Polsce wspaniałą kadrę biblistów, tak liczną grupę habilitowanych, jakiej jeszcze nigdy w historii nie mieliśmy. To był główny imperatyw do podjęcia decyzji o powołaniu do istnienia Dzieła Biblijnego. Powstanie Dzieła rzeczywiście jest dużym osiągnięciem.

– Śledzi Ekscelencja to, co teraz robią?

– Śledzę na tyle, na ile to możliwe. Kierunek jest dobry, ale zawsze są wolne przestrzenie, w które można coś nowego wprowadzić. Apostolat biblijny – bo przecież o to w gruncie rzeczy chodzi – nigdy nie będzie sprawą zamkniętą, zawsze będziemy mieli grunt do pracy, do pogłębiania i uatrakcyjniania. Od kolejnego przewodniczącego zależy rozłożenie akcentów, wydobycie nowych treści, ukazanie potrzeb i kierunków. Dzieło Biblijne ma swoją dynamikę i to jest dobre.

– W parafiach powstają Kręgi biblijne, grupy, bibliści zapraszani są do „wyjaśniania Pisma”…

– Fenomen zainteresowania się Pismem Świętym jest bardzo pozytywny. Aczkolwiek musimy być świadomi pewnej prawidłowości: rzeczy nowe zawsze przyciągają duże grupy zainteresowanych, również w Kościele, spotykają się z wielkim entuzjazmem. I tak było z Dziełem Biblijnym, czy w ogóle z wprowadzeniem do liturgii Słowa Bożego w takiej ilości, jak mamy teraz. Zmiany wywołują różne skutki. Pamiętam, byłem jeszcze w liceum, gdy ks. prof. Eugeniusz Dąbrowski wydał Pismo Święte Nowego Testamentu. Wydał je w PAX-ie, a PAX wiadomo, jaką rolę spełniał – nie była to organizacja czysto katolicka, raczej kolaborująca, ale za to, że wydawał dobre książki, również Pismo Święte, należy ich pochwalić. Wtedy wydano ok. miliona egzemplarzy i wszystkie się rozeszły – to była wielka nowość. Potem podobnie było z Biblią Tysiąclecia. Pierwsze wydanie, jeszcze nieudolne. Wspomniany już ks. prof. Dąbrowski napisał słynną recenzję o Biblii tysiąca błędów. Ale doszło do piątego wydania i ta wersja jest już obowiązująca w liturgii. A jak wiadomo już przygotowuje się rewizja tego wydania. Pewne teksty trzeba będzie tłumaczyć na nowo, bardziej nowocześnie. Powstał już nawet zespół tłumaczy, a w jego gremium jest też nasz wrocławski biblista, ks. prof. Mariusz Rosik, który będzie tłumaczył Pierwszy List do Koryntian.

– Czy środowiska niebiblistów zrozumieją tę potrzebę?

– Z punktu widzenia duszpasterskiego ciągłe zmiany w tłumaczeniach i nowych opracowaniach tekstów mogą sprawiać kłopoty. Rozmawiam często z proboszczami, czasem przyznają, że tak się przyzwyczaili do lekcjonarza, który dotychczas był, że teraz muszą oswajać teksty liturgiczne od początku.

– I co wtedy Ekscelencja mówi?

– Księże proboszczu, wszystko w porządku, na tym polega język żywy a ten wciąż się zmienia. I całe szczęście, bo przyzwyczajenie w czytaniu tekstów biblijnych nie jest pomocne. Można zgubić istotę, a tak trzeba czujności, nowej uwagi, skupienia – to jest dobre. Czytanie Biblii jest rozmową, nie możemy przyzwyczaić się do Rozmówcy i tego, co ma nam do powiedzenia.

– Spytam przekornie: potrzebujemy nowego przekładu, dlatego że w poprzednim odkryliśmy błędy, czy dlatego że potrzebujemy dostosowywać język Biblii do nowych, naszych czasów?

– Język jest żywy. Jest podobny do strumienia, który płynie i zbiera różne wody w jedną, coraz szerszą strugę. Jedną z różnych, wciąż nowych. Każda jest ważna. Dotyczy to każdego języka. Wciąż mam słowniki języka polskiego z czasów studiów seminaryjnych, zdarza mi się do nich zaglądać i dokonuję odkryć niezwykłych: zmiany w języku polskim są naprawdę duże. Mówimy inaczej o tych samych zjawiskach, co przed laty. Stosujemy dużo myślowych skrótów, tolerancja dla niepoprawności językowych jest dużo większa niż kiedyś. Czasem mówię prof. Miodkowi o tym, że jest bardzo tolerancyjny i pozwala na tyle form, które kiedyś wskazywano nam jako błąd. Estetyka współczesnego języka polskiego definiuje się niezwykłą tolerancją i swobodą. Mnie denerwują hejty, newsy, fake newsy. Czytanie gazet jest czasem nie tylko trudne, jest po prostu nieprzyjemne.

– Ale zaśmiecanie języka nie jest zjawiskiem nowym. Wpływy innych kultur, wymiana gospodarcza owocują zapożyczeniami, którym językoznawcy poświęcają osobne badania. Najstarsze zapożyczenia w języku polskim pochodzą jeszcze z języków gockiego i czeskiego. Podobno w dzisiejszej polszczyźnie funkcjonuje już ok. 3,5 tys. anglicyzmów...

– Zawsze tak było, to prawda. Mieliśmy makaronizmy i francuszczyznę, sporo latynizmów, ale też – z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę – silne oddziaływanie języka tureckiego, który wniósł do naszej mowy, np. słowo filiżanka. Nakreślamy szerokie filologiczne tło, ale to pozwala odpowiedzieć na pytanie o nowe tłumaczenie Biblii: Tak, potrzebujemy go, bo język wciąż ulega zmianom.

– Ale współcześni tłumacze Pisma Świętego nie korzystają tylko z osiągnięć badaczy języków biblijnych – filologiczne podejście do tekstu to za mało. Przekład Biblii to wręcz interdyscyplinarne wydarzenie naukowe…

– I z tym mamy właśnie do czynienia. Badacze wciąż coś odkrywają – archeolodzy biblijni, historycy, geografowie. To daje nowe informacje, które pomagają zrozumieć konteksty wydarzeń. To pozwala cieniować tłumaczenie w jednym miejscu, albo doprecyzowywać dotychczasowe uogólnienie w innym. Biblia żyje.

– Czy w ten nurt wpisuje się decyzja francuskiego episkopatu o zmianie brzmienia modlitwy „Ojcze nasz”?

– Francuski episkopat poszedł za sugestią papieża Franciszka. U nas, prawdopodobnie, taka zmiana nie nastąpi. Prawdą jest, że dyskusja o tym fragmencie trwa od dawna. Jednak gdy zagadniemy biblistę, on rozjaśni nasze wątpliwości.

– Ekscelencjo, zagaduję więc biblistę…

– Wyjaśniam. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że w mentalności Starego Testamentu wszystkie rzeczy przypisywano pierwszej przyczynie, czyli Panu Bogu. Z pominięciem przyczyn wtórnych. Gdy się sięgnie do języka greckiego, w którym ewangelia została zapisana, a potem do łacińskiego – polskie tłumaczenie jest wiernie dokładne. Tu chodzi o ucho człowieka z XXI w., a nie o błąd teologiczny w modlitwie.

– Ekscelencjo, jest Ksiądz Biskup na emeryturze od pięciu lat – jak papież Benedykt. Czy biblista emeryt inaczej czyta Biblię? Do jakich tekstów Ksiądz Arcybiskup sięga?

– Trochę Panią zaskoczę, ale najchętniej wraca się do tych tekstów, które najlepiej się zna. Dlaczego? Bo one są w naszych wewnętrznych pokładach dobrze zakodowane. Gdy taki tekst otwieram teraz, po latach, to on najlepiej przemawia. Są takie fragmenty, które nie mają wielkiej nośności teologicznej – ale to inna lektura. Są z kolei teksty tak bogate w treść teologiczną, że każdy zaimek się liczy. Wracam do tych miejsc, które znam, ale są takie dni, że biorę „Biblię Polyglotta”, dostałem ją od papieża Benedykta XVI, i czytam. Księgę Rodzaju – po hebrajsku, obok jest Septuaginta – czytam po grecku. A gdybym miał jeszcze jakieś wątpliwości, czytam po łacinie. Wtedy mam cały obraz. Codzienną lekturę, zwłaszcza Liturgii Godzin, staram się po polsku, bo to wielka wartość Soboru, że języki narodowe brzmią tak mocno. Ale mówiąc szczerze zasadniczo czytam po polsku, choć modlę się też po łacinie, choćby tylko z tego powodu, żeby nie zapomnieć.

Tagi:
wywiad abp Marian Gołębiewski

Kielce: manifestacja w obronie prof. Bogdana Chazana i postaw pro-life

2018-04-24 19:30

dziar / Kielce (KAI)

Ci wszyscy, którzy chcą wyrazić swoje poparcie wobec prof. Bogdana Chazana – znanego obrońcy życia dzieci nienarodzonych i propagatora postaw pro-live, są zaproszeni do udziału w manifestacji w obronie każdego życia, która rozpocznie się jutro 25 kwietnia przed urzędem wojewódzkim w Kielcach o godz. 13.

Piotr Drzewiecki

Organizatorem manifestacji w obronie prof. Chazana jest Fundacja Pro – prawo do życia.

Jak zapowiada Adam Kulpiński, prezes fundacji, manifestacja ma być reakcją na protest aborcjonistów, którzy negując zasługi prof. Chazana dla medycyny, domagają się odwołania go z funkcji konsultanta wojewódzkiego ds. ginekologii i położnictwa w woj. świętokrzyskim. Stanowisko to profesor 10 kwietnia 2018 r. otrzymał z nominacji Agaty Wojtyszek – wojewody świętokrzyskiego.

Jutrzejsza organizacja manifestacji w obronie prof. Chazana to reakcja na planowane pikiety pod hasłem "Stop Chazanowi". Najbliższa odbędzie się jutro pod Świętokrzyskim Urzędem Wojewódzkim. Jej początek zaplanowano na godzinę 14. Dzień później od godziny 11 przeciwnicy prof. Bogdana Chazana będą protestować przed Wydziałem Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego przy alei IX wieków Kielc, gdzie lekarz ma zajęcia ze studentami.

Bogdan Chazan to lekarz, profesor ginekologii i położnictwa. W czasach PRL dokonywał zabiegów aborcji, której później został przeciwnikiem i propagatorem naprotechnologii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Prezydent Duda: Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!

2018-04-25 11:55

lk / Warszawa (KAI)

Prezydent Andrzej Duda zabrał głos w sprawie cierpiącego na poważne uszkodzenie mózgu 2-letniego Alfie Evansa, którego brytyjscy lekarze chcą odłączyć od aparatury podtrzymującej oddychanie. "Alfie Evans musi zostać ocalony, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!" - napisał po angielsku na Twitterze prezydent Duda.

Catholic News Agency
Alfi Evans

"Alfie Evans musi zostać ocalony. Jego dzielne małe ciało udowodniło raz jeszcze, że cud życia potrafi być silniejszy od śmierci. Być może to, czego trzeba, to odrobina dobrej woli ze strony mocodawców. Alfie, modlimy się za ciebie i twoje wyzdrowienie!" - napisał Andrzej Duda w języku angielskim na swoim prywatnym profilu na Twitterze.

W nocy z poniedziałku na wtorek, na mocy wcześniejszej decyzji sądu, chłopcu przebywającemu w szpitalu dziecięcym w Liverpoolu odłączono maszynę umożliwiającą oddychanie. Przez dziewięć godzin Alfie Evans oddychał samodzielnie. Potem, jak ogłosili rodzice dziecka, zapewniono mu ponownie tlen. Chłopiec dostaje też wodę.

Dwulatek od urodzenia cierpi na niezdiagnozowaną chorobę układu nerwowego. Lekarze określają jego stan jako wegetatywny i od wielu miesięcy niezmiennie pogarszający się.

W walkę o życie chłopca zaangażowały się również włoskie władze, które przyznały Alfiemu włoskie obywatelstwo. Wydawało się, że w ten sposób sprawa zostanie rozwiązana. Rodzice Alfiego zabiegają bowiem o przewiezienie chłopca do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Wbrew protestom włoskiego konsula w Wielkiej Brytanii sędzia podtrzymał jednak decyzję o odłączeniu Alfiego od aparatury.

Rodzice Alfiego Evansa poinformowali przez swojego adwokata, że złożyli odwołanie od decyzji sądu. Jeszcze w środę po południu ma się odbyć przesłuchanie w sądzie apelacyjnym.

Wczoraj sędzia zapytał o opinię przedstawicieli szpitala dziecięcego Alder Hey w Liverpoolu, gdzie leży Alfie, z prośbą, by rozważyli, czy można przetransportować chłopca do jego domu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem